Shop Mobile More Submit  Join Login
Szedłem z dumnym wyrazem twarzy szpitalnym korytarzem. Brzmi jak początek kiepskiego rapu, ale tak było. I wcale nie jest łatwo mieć dumny wyraz twarzy, kiedy nosi się szpitalne wdzianko podwiewające różne takie strategiczne miejsca. Ale musiałem wyglądać twardo, dookoła mnie pełno było pielęgniarzy i pielęgniarek którzy, jak niedawno się dowiedziałem, w ukryciu należeli do mafii chcącej wysadzić w kosmos pół kraju.
Oni nie wiedzieli że ja wiem. Dowiedziałem się dzięki wrodzonemu sprytowi, ponadprzeciętnej inteligencji i niebywałej zdolności kalkulacji. Na monitoringu zauważyłem tatuaże na ich ciałach. Niewielkie smocze łby symbolizujące przynależność do mafii, z którą razem z moją rodziną walczymy od pokoleń. Ród Beilshmidt już od początków XVII wieku borykał się z problemem przestępczości na początku w kraju, a potem na świecie. Od dziecka byliśmy szkoleni do walki z tym jednym zgrupowaniem. Dzięki nam zwykli obywatele są bezpieczni. Sęk w tym, że przyjechałem do tego zakładu psychiatrycznego żeby mnie nie znaleźli… A oni najwyraźniej trzymają mnie w szachu. Trzeba to załatwić szybko, zanim się zorientują że przejrzałem ich plan.
Nie to żebym już to zrobił. Znaczy, wiem że chcą zrobić mi coś złego. Ale nie wiem jeszcze co. Dowiem się. Serio.
Najspokojniej jak tylko potrafiłem wszedłem do pokoju i  zamknąłem za sobą drzwi. Na łóżku siedział Feliks, mój porąbany współlokator. Mieszkam z nim od kilku tygodni  a wciąż nie wiem, z jakiego powodu zamknęli go w wariatkowie. Mam przykre przeczucia że był jakimś podglądaczem, albo ekshibicjonistą-gwałcicielem i dlatego nie chcą mi powiedzieć. Mimo wszystko ciekawość zżera mnie od środka…
- I co tam?- zapytał znad kolorowanki.
Zanurkowałem pod swoje łóżko. Otworzyłem tekturowe pudełko i sprawdziłem czy jego zawartość jest na miejscu. Pistolet z jednym nabojem, który przywiozłem jeszcze z domu- jest. Krążek, który w istocie jest nadajnikiem GPS wysyłającym sygnał o moim położeniu, a który w jakiś sposób podłożyli mi mafiosi do mojej MP3- jest.
- Nico. Muszę pomyśleć.
Usiadłem na swoim łóżku. Blondyn patrzył na mnie uważnie, przygryzając niebieską kredkę. Jakby zastanawiał się, w którym momencie chęć działania zwycięży nad lenistwem. Ale ja naprawdę musiałem coś zrobić! Ludwig ni cholery nie odczytuje moich jasnych przekazów! Nie mogę przecież zadzwonić do niego i powiedzieć „Ej stary, czaisz że ci wszyscy ludzie to członkowie mafii?”, bo dosypaliby mi czegoś do owsianki, a potem obudziłbym się goły przypięty do stołu chirurgicznego, a dookoła mnie staliby ludzie z imadłami zbliżając się niebezpiecznie blisko mojej pupy…
Miewam czasami takie koszmary, ale zatrzymajcie tę informację dla siebie.
Poważnie, dzwoniłem do Luda i chciałem mu jakoś powiedzieć, że jestem w niebezpieczeństwie. No ale on zawsze był tym mniej inteligentnym bratem.
- Ludi. W gnieździe zalęgły się robale.
- Was?
- No robale.
- Gilbert, wszystko gra?
- Kh… Zbierają się burzowe chmury, rozumiesz?
- A u nas piękna pogoda.
- Zły orzeł wylądował!
- …
- Dobra Ludwig, skup się. Masz coś do pisania? To pisz. M jak Marcelina, A jak Agnieszka, F jak Felicja, I jak Izabela, A jak Alina. Czaisz?
- Czekaj, flamaster się wypisał…
I weź tu kurna pracuj w takich warunkach. Jednak młodszy braciszek nie jest zbyt podobny do mnie, nie ma tego sprytu i wyczucia. Ciężko wymagać od niego wszystkiego, no ale gdyby był odrobinkę bardziej kumaty, wszystko byłoby znacznie prostsze.
- Oni mogą zrobić ci krzywdę, prawda?
Feliks popatrzył na mnie swoimi zielonymi oczami. Nie mogę pozwolić, żeby i jemu coś się stało. Może i ześwirowany przygłup, ale jakoś tak polubiłem go. Dobry z niego kompan. Pomógł mi już nie raz, w końcu to on odwrócił uwagę strażników kiedy buszowałem w monitoringu. Poza tymi chwilami kiedy mam ochotę wywalić go za okno, jest całkiem milusi.
- Mogą- pokiwałem głową- dlatego muszę jak najszybciej stąd prysnąć.
Oderwał się od kolorowanki, wstał i podszedł do mnie.
- MY musimy prysnąć.



Stołówka w porze obiadu tętniła życiem. W pobliżu kuchni pacjenci tłoczyli się próbując zagarnąć swoją porcję i jeszcze kawałek porcji sąsiada. Szara breja (słyszałem że jej tutejsza nazwa to „Salowa zwymiotowała”) bryzgała na lewo i prawo. Gdzieś w tle słychać było również Arthura wydzierającego się na wszystkich bo blokowali przejście dla jednorożca. Jakiś rudy pielęgniarz karmił Torisa zakutego w kaftan bezpieczeństwa i patrzącego tęsknie na nóż. Antonio usiłował wymusić na kucharce podanie mu jakiegoś jędrnego pomidorka. Niektórzy jedli w milczeniu, inni rozmawiali, a jeszcze inni rozmawiali z powietrzem, krzesłami, solniczkami… Ale powiem wam, że już się zacząłem przyzwyczajać. I już nawet ta szara breja wywoływała odruchy wymiotne tylko przy pierwszym kęsie.
- Moglibyśmy na przykład przeczekać teraz kilka tygodni, zobaczyć co kombinują i wtedy zadziałać- powiedziałem cicho do Feliksa, pochylony nad talerzem
- No a jak oni coś bardzo niefajnego kombinują? Że na przykład obudzisz się w nocy przykuty do łóżka?- zapytał
Przed oczami stanęło mi imadło z moich koszmarów.
- Racja…
Cholera, musiałem kupić sobie trochę czasu. Już pal licho tych mafiosów, ja chciałem się dowiedzieć dlaczego Felka zamknęli w domu wiecznej radości! Pasował do tego miejsca idealnie- coś było z nim nie tak, ale za Chiny ludowe nie mogłem sobie uświadomić w czym tkwi jego problem. Mały upierdliwy blondynek.
- Albo mogę trochę poszperać jeśli chcesz. – bawił się jedzeniem na talerzu - Znaczy, dowiem się kto jest w to wmieszany i takie tam…
Pokiwałem głową zainteresowany jak najbardziej jego ofertą. Poprawiłem się na krześle i moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem faceta w kitlu. Od razu odwróciłem wzrok. Po chwili zauważyłem że jakaś babka obok też się na mnie gapi. Zmarszczyłem brwi, naśliniłem palec i obtarłem kąciki ust. Co jest, ujebałem się czymś…?
Poczułem gęsią skórkę kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że oczy wszystkich ludzi z personelu skierowane są na mnie.
Wsunąłem się głębiej w krzesło i dyskretnie rozejrzałem. Ci wszyscy ludzie niby wykonywali swoje codzienne czynności, ale przy tym nie spuszczali ze mnie wzroku. Zacisnąłem zęby. O co tutaj chodzi?!
- Feliks - mruknąłem – nie oglądaj się teraz, ale wszyscy na mnie patrzą.
Zgadnijcie. No rozejrzał się baran jeden.
Zero konspiracji. Całe życie z debilami.
- Chodźmy stąd, jak gdyby nigdy nic.
A więc wstaliśmy, odnieśliśmy naczynia, minęliśmy inne stoliki i, patrząc prosto przed siebie, ruszyliśmy w stronę korytarza. Niepokoiła mnie tylko ta nagła cisza dookoła. Coś wisiało w powietrzu. Coś bardzo niedobrego.
Nie myśl o imadle.

- Co to do jasnej cholery jest?!
Na moim łóżku leżał jakiś przyrząd. Zbliżyłem się do niego bardzo ostrożnie, rzuciłem w niego poduszką na wypadek gdyby był bombą reagującą na ruch. Nic się nie stało więc wziąłem to do ręki i przypatrzyłem się uważniej. Podłużny kształt, trochę węższy z jednej strony. I mały ekranik. Nic się na nim nie wyświetlało. Popukałem palcem. Nic.
- Co to może być?
Odwróciłem się w stronę Feliksa. Ten jednak nie patrzył na zawartość moich rąk tylko na mnie. Miał nieodgadnioną minę. Jakby się nad czymś zastanawiał. Ta, uważajcie bo uwierzę że ten kretyn mógłby o czymś tak uparcie myśleć. Przecież jego współczynnik inteligencji waha się koło zera.
Zaraz, to wygląda znajomo…
- Lud odczytał mój przekaz i wysłał mi broń…?
Machnąłem parę razy dłonią, ale ku mojemu zawodowi nie wysunęło się żadne ostrze ani nie pojawiła się wiązka laserowa. Mimo wszystko czułem, że to może być coś przydatnego. Myśl Gilbo, myśl.
- Felek, weź ty spróbuj.
Blondyn jednak odsunął się i schował ręce za plecy, najwidoczniej bardzo nie chcąc brać ode mnie tego czegoś. Pewnie się bał. Hehe.
- Może zadzwoń do brata i po prostu go o to zapytaj?- zasugerował
W sumie, niegłupi pomysł. Nawet Felek może mieć czasami jakieś przebłyski. Jest dla niego nadzieja. Mimo wszystko jakoś dziwnie się zachowuje. Wygląda na to że niedługo pęknie i się dowiem co mu dolega. Będę się z tego śmiał, bo to pewnie bardzo zabawne. Potem ucieknę, a w drodze do domu poderwę jakąś cycatą blondynkę i zabiorę ją ze sobą  jako trofeum.
Tak. Tak zrobię.



Doszedłem do wniosku że nie ma co owijać w bawełnę. Trzeba Ludiego zapytać prosto z mostu o tę broń. W końcu skoro mi ją podesłał to znaczy że sytuacja i tak jest poważna, trzeba działać. Pewnie niedługo przyśle do mnie jakieś posiłki. Nie zachowywałby się tak nieostrożnie gdyby nie było takiej potrzeby, znam mojego brata. Walczyliśmy ramię w ramię przez wiele lat. Dlatego też przestałem nadawać szyfrem i zapytałem od tak. Mimo wszystko, rozejrzałem się czy dookoła mnie nie ma jakichś gangsterów. I postawiłem Felka na straży. Nucił sobie pod nosem piosenkę ze smerfów i skakał po płytkach unikając złączeń i płytek o innych kolorach „bo to lawa”.
- Dobra Ludwig – zacząłem szeptem – przesyłka dotarła bez przeszkód. Powiedz mi tylko jak to działa.
Cisza po drugiej stronie.
- Halo? Halo, jesteś tam?
Cisza. Przerywają nadawanie. Skurwysyny.
- Ludwig?
- Tak tak, jestem – powiedział szybko – więc… Słuchaj, na razie nic nie rób, dobrze? Czekaj na mnie.
Usłyszałem jakieś szepty koło niego.
- No właśnie – kontynuował – Sytuacja jest poważna. Przyjadę do ciebie.
Uśmiechnąłem się.
- Dzięki Lud. Normalnie bym cię tak nie ściągał, ale tu się coś kręci.
- Jasna sprawa. Nie możemy oddać cię w ręce Mafii.
- Do zobaczenia.
- Cześć.
Ten Młody to jednak ma łeb. No i dobrze się stało. Teraz trzeba tylko przeczekać. Przeczekać i szykować się na ostateczne starcie. Bo to nie będzie miłe spotkanie.
- Dobra Feliks, możemy już…
Odwróciłem się, ale nikogo nie było obok. Nikt nie nucił ani nie skakał.
- Feliks?
Przeszedłem kilka kroków. Nic.
- Jeśli sobie ze mnie jaja robisz, osobiście dopilnuję żebyś dostał dziś w nocy czopki…
Tylko że dobrze wiedziałem, że nie robi sobie jaj. Nie było go. Porwali. Porwali Feliksa.



Kiedy przez wiele lat pracuje się w zawodzie agenta, niejednokrotnie znajduje się w sytuacji którą wiele osób określiłoby jako „bez wyjścia”. Moi drodzy, nie ma sytuacji bez wyjścia. Czasami tylko trzeba podejmować decyzje, których normalnie by się nie podejmowało. Takie życie wykształciło u mnie coś w rodzaju dodatkowego zmysłu. Każdy z nas, walczących w obronie ludzi, potrafi wyczuć, kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli, kiedy siły wroga zaczynają tryumfować… Dobra, to nie żadna moc. Każdy tak ma, no ale kurde. Dodajmy trochę patosu tej sytuacji. Ten kitel pacjenta mocno zaniża moją samoocenę, okej?
Przeklinając pod nosem wbiegłem do swojego pokoju. Feliksa tam oczywiście nie było. Zanurkowałem pod łóżko i wyciągnąłem ze skrytki jedyne rzeczy, jakie mógłbym teraz wykorzystać. Niewielki pistolet z jednym, jedynym nabojem. Nożyk do obierania ziemniaków który ostatnio podwędziłem kucharce. Tajemnicze urządzenie pozostawione przez Ludwiga na moim łóżku. Chciałem zatknąć to wszystko za pas, ale przypomniałem sobie że pasa nie ma. Wrzuciłem więc przedmioty do kieszeni w kitlu. To szpitalne wdzianko mnie kiedyś dobije.
Ale zaraz wszystko się okaże. Albo tu zginę, albo zwyciężymy ostateczne starcie. Zaraz dojdzie do końca odwieczny bój między moją rodziną a Mafią.
Jakoś tego nie czuję. Może dlatego że jestem sam, w szpitalnym pokoju, ubrany w jakąś ścierę i nie mam na sobie gaci.
Nieważne.
Już miałem wychodzić kiedy zobaczyłem, że na łóżku Feliksa leży jakiś przedmiot. Rozpoznałem w nich walkie-talkie, które blondyn zrobił parę dni temu. Cóż, walkie-talkie to za dużo powiedziane, bowiem przede mną znajdowały się dwa plastikowe kubeczki połączone ze sobą dwumetrowym drucikiem. Pamiętam jak mi to pokazał…

- Feliks, ciebie naprawdę pojebało. Ja nie wiem co ty masz nie tak z głową, ale powinni zwiększyć ci dawkę leków.
Śmiałem się do łez obserwując jak blondyn z zapałem tłumaczy mi zalety swojego nowego produktu.
- Ekologiczny, energooszczędny, nietestowany na zwierzętach, niesprowadzany z Rosji… Gilbert, to machina idealna!
Też się śmiał, razem ze mną.
- Dobra, dawaj przetestujemy.
Wyszedłem na korytarz, wziąłem w dłoń jeden z kubeczków i zamknęliśmy drzwi tak, żeby drucik przeszedł pod nimi. Musieliśmy kucnąć, bo drut był zbyt krótki aby dokonać eksperymentu na stojąco.
- Raz, raz, raz…
Znowu się zaśmiałem. Owszem, słyszałem Feliksa, ale tylko dlatego że drzwi były ze sklejki. Ten wynalazek był tu zbędny, ale cóż. Trzeba mu było przyznać, że działało.


Przez cały wieczór gadał o tym jak to zawalił sitko z kuchni po czym rozłożył je na części pierwsze żeby uzyskać docelowy produkt – drut – oraz jak przez dwa dni odmawiał sobie kompotu truskawkowego do obiadu, aby wykorzystać przysługujące mu plastikowe kubeczki.
Dobrze się bawiłem słuchając jak opowiada mi o tym wszystkim z zaangażowaniem.
Mam nadzieję, że nic mu nie jest.
- Znajdę cię, przyjacielu.



Znajdowałem się przy głównym wejściu. To znaczy, nie tak blisko, skampiłem się za ścianą. Przy samym wejściu to aż roiło się od pielęgniarzy. Przypadek?
- Dawaj Ludi, szybciej…
Dłoń trzymałem na pistolecie, gotowy w każdej chwili rzucić się do ataku. Ten hol przypominał już pole bitwy, przed starciem. Tu było zbyt wielu ludzi jak na zwykły dzień. Nawet pacjenci najwidoczniej zaczęli czuć niepokój, bo zaglądali co chwilę z nietęgimi minami.
- … i sprawdzaliśmy też na stołówce. Nie ma go. Musiał gdzieś uciec.
Zastawiłem uszy.
- Domyślił się już dawno…
Dwoje pielęgniarzy przeszło tuż obok mnie. Wstrzymałem oddech, ale na szczęście nie weszli w korytarz na którym stałem. Ustawili się razem z innymi. Patrzyłem na to z niepokojem, trochę zmęczony. Mam nadzieję że Młody przywiezie swój kanciasty tyłek szybciej, bo jak nie to…
Nagle zobaczyłem coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
W białym, lekarskim kitlu stał mężczyzna o aryjskich, blond włosach.
Mój brat.
Z gangsterami.
- Ludwig!
Na mój okrzyk oczy wszystkich zebranych skierowały się na mnie. Wyszedłem z ukrycia z podniesionym pistoletem. Zastygli. Powolnym krokiem dumnie wyszedłem na środek. Niech na mnie patrzą. W takiej sytuacji nie można dać przeciwnikowi poznać, że jest się przerażonym. Nie, trzeba emanować pewnością siebie, sprawiać wrażenie, jakby miało się wszystkich w szachu. To może przesądzić o wygranej lub przegranej.
Brat pobladł na mój widok. Wciąż ciężko mi było uwierzyć, że Ludwig mógłby zdradzić naszą rodzinę i przejść na stronę wroga. Przecież wychowywaliśmy się razem. Był moim młodszym braciszkiem. Czułem, że widzi w moim spojrzeniu ból, bo lekko się zmieszał. Skoro on stoi po przeciwnej stronie barykady to oznacza, że pomoc nie nadejdzie. Bo nikt nie wezwał pomocy. Mam nadzieję, że nie zabił nikogo w domu… Vash, Rod, Lily…
Wycelowałem w niego broń. W tej pracy nie ma miejsca na sentymenty.
- Zabiję cię.
- Gilbert, zaczekaj.
Wiecie co? Nie zaczekałem. Po tym wszystkim co dla niego zrobiłem… Był moim młodszym braciszkiem! Opiekowałem się nim, nosiłem jego pieluchy, przebierałem się dla niego za Mikołaja… A on wysłał mnie do domu wariatów, żeby nie tylko mnie zabić, ale i ośmieszyć. Wolałbym żeby zabił mnie w domu. Bez tego całego pośmiewiska.
Nacisnąłem spust.
Ale nie rozległ się strzał, nie upadło żadne ciało, nie polała się krew.
Polała się tylko woda.
- Co jest, kurwa?
Nacisnąłem spust raz jeszcze. Jak daję słowo, z lufy wytrysnęła woda.
Dostałem pistolet na wodę.
DOSTAŁEM PISTOLET NA WODĘ.
No tak, tego się można było spodziewać. W końcu to Lud mi go dał. Odrzuciłem go w kąt.
- Gilbert, spokojnie. Nie ruszaj się.- Ludwig próbował do mnie podejść – Ty nic nie rozumiesz. Tak będzie lepiej dla nas obu…
- Nie zbliżaj się do mnie!
Odskoczyłem, ledwo zachowując przy tym równowagę. Zatoczyłem się, ale ustałem na nogach. Pielęgniarze powoli zbliżali się w moją stronę. Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Prawdę mówiąc była tragiczna. Bardzo tragiczna. Nie wiedziałem co mi zrobią, kiedy mnie schwytają. Imadło to może być mój najmniejszy problem. Mogą chcieć wyciągać ze mnie informacje… W końcu byłem bardziej wtajemniczony niż mój brat. Chcieli mnie żywego. Gdyby było inaczej, już dawno by mnie zastrzelili. Ale nie dostaną mnie żywego.
To się musi skończyć tutaj.
Powoli wyciągnąłem z kieszeni nożyk do ziemniaków i przystawiłem go sobie do szyi. Nagle wszyscy się zatrzymali. Z satysfakcją stwierdziłem, że przejęli się moim posunięciem.
- Odłóż to, Gilbercie! – usłyszałem przerażony głos mojego brata
- Spokojnie, nic ci nie zrobimy!
- Proszę opuścić nóż!
Nie miałem zamiaru ich słuchać. Tylko że nagle usłyszałem z tłumu inny głos.
- Gilbert, zaczekaj.
Przede mną stał Feliks. Ha – pomyślałem – zrobili z ciebie zakładnika? Ale po chwili zrozumiałem, że to nie to. Stał spokojnie, jakby odgradzając cały ten tłum ode mnie. I wtedy wszystko stało się jasne.
Feluś jest moim aniołem stróżem.
- Przebacz mi moje grzechy… Nigdy więcej masturbacji.
- Co? Nie, Gilbert! Po prostu mnie posłuchaj. Odłóż ten nóż, dobrze?
- Powiedz mi teraz, Feliks! Ale jeśli ty też należysz do mafii… To poderżnę sobie gardło.
- Nie musisz… Gilbert, jesteś chory. Masz ciężki przypadek schizofrenii. Prawdę mówiąc, jesteś najcięższym przypadkiem jaki znał ten szpital.


- Dobra, powiedzcie mi o co tu do cholery ciężkiej chodzi.
Znajdowaliśmy się w pokoju higienistki, tym samym w którym odbyłem badania. Nawet pani higienistka, gruba kobieta o jeszcze grubszym głosie i wąsie stała w rogu. Oprócz tego byli tu też Ludwig, Feliks i kilku gangsterów.
Felek odetchnął.
- Jesteś pacjentem tego szpitala. Ale to tak naprawdę.
Zaśmiałem się.
- Żartuj. Widziałeś to wszystko co ja. Widziałeś, mają nawet znamiona na ramionach!
Zebrani popatrzyli po sobie.
- Nic nie mamy.
Koleś przy oknie pokazał mi ramię. Faktycznie nic tam nie było.
Ale nikt mi nie wmówi że jestem wariatem.
- Ale znamiona na brzuchu na pewno są! - Mam ich! Każdy mafiosa przy wejściu do tej sekty musi wypalić sobie znamię na brzuchu! – Pokazuj!
Facet nieco skonsternowany podniósł koszulę. Tak. Znak tam był!
- Aha! I co?!
Wyszczerzyłem się tryumfalnie. Ludwig westchnął.
- Gilbert, zobacz…
Podniósł swoją bluzkę. Też miał ten znak.
- Już się domyśliłem że należysz do Mafii, zdrajco.
- Nie, nie! Ty też to masz!
Nie zważając na to że pewnie wszystko mi było widać kiedy podniosłem tunikę, obejrzałem dokładnie swój brzuch. Znamię tam było.
- Kto mi to zrobił?! – zerwałem się na równie nogi – Jeszcze wczoraj tego nie było!
- Było, Gilbercie, bo to jest pępek.
- A faktycznie, mój błąd…
Podrapałem się po głowie, a opuszczając ubranie wypadło mi z kieszeni dziwne urządzenie, które znalazłem na łóżku.
- Pewnie wiecie też co to jest.
Z odpowiedzią przyszedł Feliks.
- Termometr. Miałeś go w dupie poprzedniej nocy.
- A z ciebie co taki mądrala? Ważniak się znalazł bo był ze mną w pokoju i teraz wszystko widział i o wszystkim wie?
- Właściwie, to… Pytałeś mnie dlaczego tu jestem, na co jestem chory. Otóż na nic. Jestem twoim prywatnym psychiatrą.
Chciałem się zaśmiać, ale wtedy inni lekarze uniżenie kajali się przed Felkiem, podali mu lekarski kitel który dostojnie ubrał. Włożył też okulary i spiął włosy. Wszystko to postarzyło go o jakieś dziesięć lat. Na plakietce przy kieszeni widniał błyszczący napis „profesor nadzwyczajny, doktor habilitowany Feliks Jan Łukasiewicz”.
- O ty chuju…
- Feliks zachowywał się głupio żebyś ty czuł się normalny, doceń to.- mruknęła jedna z pielęgniarek
Sucza.
- To dlaczego Ludi miał na sobie kitel?
- Bo w szpitalu nosi się kitel, kochaneczku – odpowiedziała higienistka
To ma sens.
- A to coś co siedziało w moim odtwarzaczu MP3? Ten srebrny krążek?
- To bateria…
- Ale… To czemu wszyscy się dzisiaj na mnie gapiliście rano?!
- Cóż… Dostałeś w nocy silne leki przeczyszczające. Chcieliśmy szybko interweniować w razie czego.
Spojrzałem na mojego brata. Uśmiechnął się do mnie pocieszająco.
- Zrobiliśmy to dla twojego dobra.
- Dziękuję – westchnąłem – doceniam to.
- Teraz, kiedy udało ci się to wytłumaczyć, będzie tylko lepiej.
- Ale powiedz mi jeszcze, jak to się stało? Otruto mnie na którejś misji?
Cisza jak makiem zasiał.
- Gilbercie… - zaczął powoli Ludi – Nie jesteśmy agentami walczącymi z mafią. Prowadzimy sklep warzywny, pamiętasz? Belrzywniak.
Nie, w to już kurwa nie uwierzę!
- Mogliśmy leczyć cię w domu, ale odstraszałeś klientów…
Dobijcie mnie.
- Papa mówił że to przez rzepę która spadła ci na głowę kiedy byłeś mały. Zawsze było z ciebie dobre dziecko z wielką wyobraźnią.
Schowałem twarz w dłoniach. Tak to miało wyglądać? Jestem psychicznie chory, wymyśliłem sobie całą rzeczywistość dookoła mnie? A co jeśli nie ma też mnie? A co jeśli to jakiś wariat mnie sobie wymyślił? Może lepiej było naprawdę podciąć to gardło… Umrzeć z myślą, że jestem czegoś wart.
Poczułem czyjeś dłonie na swoich ramionach. To był Feliks.
- Już dobrze, Gilbercie. Przejdziemy przez to razem.



Tydzień później.
- I naprawdę zrobili z mojego powodu tyle zamieszania?
Toris pokiwał głową.
- Mówię ci, jak miałeś przyjechać to wszystkich postawili na baczność. Powiedzieli nam że mamy się obchodzić z tobą jak z jajkiem. Ivan to nawet poprosił żeby zamknąć go w izolatce, bo normalnie tak się bał że płakał nocami, a raz to podobno nawet łóżko zmoczył.
- Biedactwo…
Siedzieliśmy sobie z Torisem na stołówce i jedliśmy kolację. W tle grało radyjko, obok rozmawiali inni pacjenci. Spokojne, niedzielne popołudnie. Dokończyliśmy jedzenie, podziękowaliśmy grzecznie paniom kucharkom i poszliśmy w stronę naszych pokoi. Po drodze musieliśmy się tylko zatrzymać żeby przepuścić Fafika i Arthura. Pochwaliłem jednorożca, bo jakoś sierść mu bardziej lśniła. Pożegnałem się też z Torisem i wszedłem do swojego pokoju. Teraz, kiedy wyniesiono stąd łóżko Feliksa, było trochę więcej miejsca i wstawiono mi biurko. Miałem na nim lampkę, książki, papier i kredki. Ale wolałem łóżko Felka. Teraz jest mi trochę samotnie… Dobrze, że codziennie mnie odwiedza.
Drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł doktor Łukasiewicz, a za nim łańcuszek pielęgniarek wpatrzonych w niego jak w obrazek.
- Dzień dobry, Gilbercie.
- Dzień dobry, doktorze.
- Jak tam się czujesz?
- A dobrze.
- Kupa była?
- Była.
Zanotował w mojej karcie tę ważną informację, sczytał jeszcze temperaturę ciała i inne pierdoły. Potem powiedział pielęgniarkom, żeby zaczekały na niego na korytarzu. Usiadł przy mnie na łóżku.
- Co u ciebie?
I tak, jak zwykle zaczynała się nasza normalna rozmowa. Gadaliśmy o pierdołach, obrabialiśmy tyłki pielęgniarkom, on obiecywał mi że odwiedzi mnie jeszcze później, ja obiecywałem mu że nie będę już więcej gryzł firanek. Upływało nam tak pół godzinki, potem przychodził znowu.
Wiecie co wam powiem? Nieważne że jestem wariatem. Jestem bardzo szczęśliwym wariatem, bo mam prawdziwego przyjaciela. Feliks zna mnie bardziej niż bym tego chciał i wciąż mnie lubił. Chyba to się liczy w życiu, prawda? Przyjaźń.
Na odchodne uśmiechnął się jeszcze do mnie.
- Uważaj na siebie.
Pomachał mi i zamknął drzwi.
Odmachałem mu i przeciągnąłem się. Zacząłem szykować sobie rzeczy do kąpieli, kiedy coś mnie tknęło. Od razu podszedłem do biurka, wyciągnąłem kawałek papieru i kredkę i zacząłem się zastanawiać.
Powiedział „uważaj na siebie”, trzynaście liter. U jest dwudziestą piątą literą alfabetu i występuje w tym zdaniu tylko raz. Mamy też przykład zmiękczenia S przez I, oraz B przez I. W w moim piśmie przypomina dwie góry do góry nogami, a niebo jest dzisiaj bezchmurne. Dodajmy do tego fakt, że na śniadanie był brokuł. Dwa razy cztery to osiem. A genufobia to lęk przed kolanami. Po połączeniu tych wszystkich faktów możemy złamać kod, którym posłużył się Feliks aby przekazać mi informację. Drżącymi dłońmi napisałem zdanie, którego bał się wypowiedzieć blondyn.
- Wiedziałem…
„Mafia to prawda. Uciekaj.”
Tadadadadada <3 Nareszcie, po tylu miesiącach wyczekiwania, wstawiam ten oto fic. Jest mi bardzo głupio że tak się ociągałam, ale nie mogłam się zmusić. Kiedy grałam w rp z Hetalią było mi jakoś łatwiej, a teraz... Cóż.

POLECAM przeczytać tego fanficka jeszcze raz, z wiedzą zdobytą wraz z przeczytaniem tego rozdziału. Naprawdę warto, niektóre smaczki umieściłam żeby można je było zrozumieć dopiero po zgłębieniu tej tajemnicy c:

Kochani, to może być ostatni fic do Hetalii. Nie chciałabym tego, bo mam jeszcze dużo pomysłów. Ale czasu brak, bo matura się zbliża wielkimi krokami. Więc jeśli nic nie pojawi się do początku roku szkolnego, pewnie nie pojawi się jeszcze dłuuugo. Tak więc jest to szansa żeby skomentować moje opowiadanie, bo ja bardzo lubię odpowiadać na wasze komentarze <3 Ogólnie miło mi się z wami gada, więc zapraszam też na PW c:

Dedykuję tego ficka wam wszystkim, za to że czekaliście tyle aż ruszę dupsko i uruchomię Worda.

No i mam nadzieję że się wam podobało c:
Add a Comment:
 
:iconmuffinekjagodowy:
MUFFINEKJAGODOWY Featured By Owner Oct 6, 2014
Powiem, że przy pierwszych dwóch częściach niczego się nie domyśliłam. I pewnie zostałabym zaskoczona końcówką, gdyby nie to, że w międzyczasie obejrzałam "Piękny umysł". Mimo to naprawdę świetnie ci to wyszło ^^
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Oct 7, 2014
Nie znam "Pięknego umysłu", ale autorzy na pewno ukradli mi pomysł ;___; ale fakt, moja puenta nie jest wybitnie oryginalna xD

Dziękuję <3
Reply
:iconmuffinekjagodowy:
MUFFINEKJAGODOWY Featured By Owner Oct 7, 2014
"Piękny umysł" jest oparty na faktach :D I opowiada o pewnym nobliście chorym na schizofrenię paranoidalną - dokładnie to, co opisałaś XD Świetny film, polecam :>
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Oct 8, 2014
Obejrzę #pomaturze :) dzięki ^^
Reply
:iconmuffinekjagodowy:
MUFFINEKJAGODOWY Featured By Owner Oct 8, 2014
Hehe, no jasne. Powodzenia :D
(Jak to dobrze, że mam jeszcze rok opierdalania się...)
Reply
:iconserrrrrr9898:
Serrrrrr9898 Featured By Owner Edited Aug 24, 2014
CUDEŃKO!!  Długo oczekiwana, trzecia i ostatnia część serii miło mnie zaskoczyła. Szczerze powiem, że nie spodziewałam się Feliksa jako psychiatry. Przypuszczałam że Feliks pracuje dla tej mafii i ma za zadanie zyskać stuprocentowe zaufanie Gilberta, i dowiedzieć się wszystkich jego "tajemnic" dotyczących jego kariery tajnego agenta. Cieszę się, że sprawiłaś mi taką niespodziankę :) . Oczywiście nie mogę pominąć niebanalnego i rozkładającego na łopatki humoru.

"- Ludi. W gnieździe zalęgły się robale.
- Was?
- No robale.
- Gilbert, wszystko gra?
- Kh… Zbierają się burzowe chmury, rozumiesz?
- A u nas piękna pogoda.
- Zły orzeł wylądował!
- …
- Dobra Ludwig, skup się. Masz coś do pisania? To pisz. M jak Marcelina, A jak Agnieszka, F jak Felicja, I jak Izabela, A jak Alina. Czaisz?
- Czekaj, flamaster się wypisał…"

Tak.. Moment, który został wyróżniony przez wiele czytelników (z tego co się orientuje po komentarzach) i oczywiście przeze mnie :) . Przyznam, że jak się zaczęłam śmiać, to brat przyleciał przerażony z pytaniem: "Co się dzieje?!". Ale ja większą uwagę przykułam do paru zdań pod wyżej wymienionym fragmentem:

"Jednak młodszy braciszek nie jest zbyt podobny do mnie, nie ma tego sprytu i wyczucia. Ciężko wymagać od niego wszystkiego, no ale gdyby był odrobinkę bardziej kumaty, wszystko byłoby znacznie prostsze. "

Zdania, bardzo mi bliskie. Zdania które wypowiadam sobie w myślach zawsze, kiedy poproszę o choćby najmniejszą drobnostkę mojego braciszka, obojętnie którego (mam dwóch). Tylko ja zamieniam "młodszego braciszka" na "starszego". Jestem niestety najmłodsza w domu T^T.
Podsumowując, pozwolę sobie się powtórzyć: CUDEŃKO! Mam nadzieje, że nie porzucisz całkowicie pisania i jeszcze powrócisz tutaj, niczym Waldemar Kiepski z Ameryki. Powodzenia z maturą!

PS: Już wiem czemu Feli nie chciał wziąć do ręki tego "tajemniczego urządzenia".
PPS: Przepraszam, za wszelkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne T^T
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 25, 2014
Aż się buzia cieszy jak się czyta takie komentarze <3

Twoja teoria odnośnie Felka jest niezła :D Ale jakoś ciężko mi wyobrazić go sobie w roli złego charakteru, nie mogłabym mu tego zrobić ;_; I Gilbuś by był taki biedny, zdradzony nie tylko przez swój własny pępek ale i przyjaciela :c

Yay, masz coś wspólnego z Gilbertem xD Tylko nie utożsamiaj się z nim za bardzo, bo jeszcze i ciebie przymkną w wariatkowie >-> a tak na serio, też to znam. Bracia to dar i przekleństwo xD Ale mimo wszystko wolę mieć brata niż siostrę c: mimo iż moje dzieciństwo opierało się na surwiwalu salonowym, czyt. ciągłym unikaniu ciosów i piłek lecących w moją stronę. Przynajmniej wyrobiono u mnie refleks :'D

Dziękuję za tak miły komentarz c: 
Reply
:iconserrrrrr9898:
Serrrrrr9898 Featured By Owner Aug 25, 2014
Masz rację. Zdrada własnego przyjaciela jest gorsza niż zdrada pępka. To było by zbyt okrutne! :)
Ja jakoś jestem w stanie sobie wyobrazić Feliksa w wyżej wymienionej roli. Nie wiem czemu XDD

W sumie to gdyby niedaleko mnie otworzono tej specjalizacji ośrodek byłabym pierwszym mieszkańcem XDD. Na szczęście dobrze się maskuję XDD
Cóż... W moim przypadku najstarszy to dar (bo jako tako się z nim dogadam, no i oczywiście z kimś trza interesy prowadzić XD), a średni to przekleństwo (z tym to za Chiny ludowe się nie dogadam =.=). Mam równo podzielone :D
Nie.. To u mnie było spokojnie, ale jakimś cudem jak się ze średnim bratem biłam to zawsze dostawałam w nos. Nie wiem czy to przez to, ale z jakiegoś powodu nie mam... Hm.. Nie wiem jak to się fachowo nazywa, ale to taki malutki fragmencik chrząstki na czubku nosa. Nie wiadomo czemu, ale każdy takie coś ma, a ja nie XDD

Nie ma za co :)
Reply
:iconbubblepony:
BubblePony Featured By Owner Aug 23, 2014
Dobra, właśnie skończyłam czytać : D . Hah, to zakończenie :'D. Genialne. Rozdział równie śmieszny jak poprzednie i Polska psychiatrą ^u^. Po prosty cud, miód i malina~~ c: . Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś napiszesz.
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 23, 2014
Dziękuję :D ja też mam taką nadzieję ;_;
Reply
:iconbubblepony:
BubblePony Featured By Owner Aug 19, 2014
Jezus, w końcu! :D Zaraz wezmę się do czytania. Wszystkie twoje ficki są świetne, ale jakoś do tej pory się nie wypowiedziałam :o. No mniejsza, trzeba przeczytać całego ficka jeszcze raz, by sobie go trochę przypomnieć, więc nie co co tracić czasu :D. Wypowiem się, jak skończę :3
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 20, 2014
O, super że się odzywasz c: daj koniecznie znać jak skończysz czytać~
Reply
:iconalexsissimba:
AlexsisSimba Featured By Owner Aug 16, 2014  Hobbyist Artist
Zgon. xD
Chociaż jak niby wyszło, że zwariował to wiedziałam, że coś tu śmierdzi...
Warto było czekać : D
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 17, 2014
<3
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Aug 15, 2014
Jeju jeju, Feluś doktorem. To jest to.
Poza tym, on na drugie imię ma Łukasz, frajerze. Wiem, co mówię.
Zawsze wiedziałam, że Gilbo to świr. To po prostu widać. Pewnie sobie soczewki zakłada, żebyśmy myśleli, że jest albinosem. I tarza się w mące. Przemyśl to.
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 15, 2014
Jan >:C

Tarza się w mące bo chce być jak ciastko. Seems light xD

Tylu rzeczy pewnie o nim nie wiemy...
Reply
:iconfalseortrue:
FalseorTrue Featured By Owner Aug 15, 2014
Łukasz!
Jak kluska
Reply
:iconsomeonestolemysocks:
someonestolemysocks Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist
Czekałam. Zaczęłam czytać. Zapowietrzyłam się ze śmiechu. Skończyłam.
Powiedz, co teraz powinnam zrobić ze swoim życiem .-.  Albo najlepiej zapewnij fankę swoich fików, że będą kolejne.
Tak z perspektywy obecnego maturzysty stwierdzam, że u mnie na przygotowania do niej składało się: 70% marudzenia, że zbliża się matura 15% faktycznych przygotowań 10% zastanawiania się co zrobić ze swoim życiem 4% udawania, że robię coś konstruktywnego i śladowe ilości orzeszków ziemnych (orzeszki ziemne...? Nie wiem, ja ich tam nie kładłam). Co nie zmienia faktu, że przez cały rok nie skończyłam pisać niczego, gdyż życie jest trudne i skomplikowane. Życzę ci, żeby u ciebie wyglądało to lepiej ;-;

Ekhem, wracając do fika.

- Ludi. W gnieździe zalęgły się robale.
- Was?
- No robale.
- Gilbert, wszystko gra?
- Kh… Zbierają się burzowe chmury, rozumiesz?
- A u nas piękna pogoda.
- Zły orzeł wylądował!
- …
- Dobra Ludwig, skup się. Masz coś do pisania? To pisz. M jak Marcelina, A jak Agnieszka, F jak Felicja, I jak Izabela, A jak Alina. Czaisz?
- Czekaj, flamaster się wypisał…


Rodzeństwo i flamastry, zawsze niezawodne wtedy, gdy ich potrzebujesz <3

Blondyn jednak odsunął się i schował ręce za plecy, najwidoczniej bardzo nie chcąc brać ode mnie tego czegoś.
[...]
- Pewnie wiecie też co to jest.
Z odpowiedzią przyszedł Feliks.
- Termometr. Miałeś go w dupie poprzedniej nocy.


Wsadzić to miał kto, ale zabrać, to nie chcą :I

I wtedy wszystko stało się jasne.
Feluś jest moim aniołem stróżem.
- Przebacz mi moje grzechy… Nigdy więcej masturbacji.


...wcale nie chichoczę, słowo. Jestem przecież stateczną, dojrzałą osobą, która bynajmniej nie ma skrzywionego poczucia humoru.

Chciałem się zaśmiać, ale wtedy inni lekarze uniżenie kajali się przed Felkiem, podali mu lekarski kitel który dostojnie ubrał. Włożył też okulary i spiął włosy. Wszystko to postarzyło go o jakieś dziesięć lat. Na plakietce przy kieszeni widniał błyszczący napis „profesor nadzwyczajny, doktor habilitowany Feliks Jan Łukasiewicz”.
- O ty chuju…


Język polski, taki piękny. Nie ma innego języka, które w kilku krótkich słowach są w stanie zawrzeć tyle skomplikowanych uczuć. Jestem taka dumna, że to mój język ojczysty c:
NAJLEPSZE PODSUMOWANIE EVER

Moi drodzy u-u
Mamy tu do czynienia z poruszającą i piękną historią o przyjaźni. Przyjaźni, która rozwija się między dwójką mężczyzn stających w obliczu ciężkiej rzeczywistości niegustownych kitli i paskudnego, stołówkowego jedzenia. Niezwykły przykład tego jak z pozoru powszechnie występująca dookoła nas relacja staje się czymś więcej. Czymś, co pozwala przetrwać człowiekowi w najmniej sprzyjających warunkach, gdy czopki i termometry odbierają mu resztki godności. Przyjaźń, która okazuje się być oparta na kłamstwie, ale mimo to wciąż pozostaje dogłębnie szczera.
Jestem pewna, że z tej lekcji danej nam przez Panią Ame96 wszyscy wychodzimy jako lepsi ludzie. Mądrzejsi, bardziej dojrzali, bogatsi duchowo.

A co do końcówki - jeśli świat zawsze jest bardziej kolorowy, gdy maluje się go własnymi kredkami, to czemu używać cudzych? :meow:

Mój dłużący się jak droga samochodem, po uzmysłowieniu sobie, że zanim wsiadłeś wypiłeś cały duży kubek coli z Mc'a komentarz skończę jednym zdaniem. NAWET JEŚLI KOLEJNY FIK NAPISZESZ BĘDĄC PO MAGISTERCE, TO JA I TAK BĘDĘ NA NIEGO CZEKAĆ.

Ekhem, dziękuję.
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Dziękuję ci z całego serca za tak obszerny komentarz <3 aż się cieplej na serduszku robi kiedy takie czytam <3

Tak, moje przygotowania do matury to w 50% stres i myślenie "i tak dupa z tego wyjdzie". 

A co do termometru... Felek nie takie rzeczy Gilbertowi robił, ale w rękawiczkach ochronnych xD

Jeśli zaś chodzi o poczucie humoru... Well, pisząc tego fanficka miałam poważne zachwianie osobowości, cały czas w myślach miałam zdania typu "WTF am I doin' with my life...", albo "dziewczyno, ty już dorosła jesteś a takie pierdoły cię zajmują", tudzież "kiedyś kobiety w twoim wieku wychowywały już trójkę własnych dzieci". Życie.

Normalnie widzę twoje opowiadanie w jakiejś gazecie, albo na portalu life-stylowym xD epic xD

JEŚLI DOCZEKAM MAGISTERKI.

Jejku, tak mi miło <3 Myślę że jeszcze coś naskrobię, bo lubię to. Naprawdę to lubię. Tylko pytanie kiedy.
Reply
:iconsomeonestolemysocks:
someonestolemysocks Featured By Owner Aug 18, 2014  Hobbyist
I tak wszyscy będziemy bezrobotni c:
O, nie ciągaj mojej wyobraźni w tak ciemne miejsca, bo konsekwencje mogą być tragiczne x3 Biedny Gilbert, zostawiony na łasce Fela, ubrany w zbyt przewiewne szmatki...
Nie ma nic lepszego niż stary, skrzywiony humor. Jest jak pieprzyk, jeśli się pojawi, to zostaje z tobą resztę życia i w końcu nie masz wyboru jak się z nim pogodzić.
Będę czekać i wyglądać :3
Reply
:iconawiola:
Awiola Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist
Co ma brokul do kolan?
Nie spodziewalam sie takiego zakonczenia, swietnie wyszlo, az znowu przeczytam calosc.
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
I to i to zostaje zmiażdżone kiedy położymy na tym dwutonowy ciężarek ;_;

Czytaj, czytaj c:
Reply
:iconjula22230:
jula22230 Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist Artist
Genialny fick jak zawszę ^^ Koniec jest piękny xD Masz pomysł na jakiś następny genialny fick? :)
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Pomysł mam, ale raczej go nie napiszę bo czasu brak.
Reply
:iconjula22230:
jula22230 Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist Artist
Aw szkoda, bo ty piszesz takie fajne ficki :(
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Dzięki :)
Reply
:iconjula22230:
jula22230 Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist Artist
Nie ma za co ;)
Reply
:iconender277:
Ender277 Featured By Owner Aug 13, 2014  Hobbyist Writer
Też mi się troszkę z filmem "Wyspa Tajemnic" skojarzyło, ale nieważne :D opowiadanie świetne! Maturą się nie przejmuj, też zdaję, dajemy radę. Boże, dostałam teraz przez Ciebie ataku śmiechu, a zaczęło się od lektury :D teraz mnie uspokajaj, foch.
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Nie oglądałam tego filmu ;_; ja w ogóle nie oglądam filmów ;_; ale ten muszę obejrzeć :c

prrr spokojnie xD
Reply
:iconender277:
Ender277 Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist Writer
Ten w szkole oglądałam :D

Nie pomagaaaaaaa :O
Reply
:iconcesiamargit:
CesiaMargit Featured By Owner Edited Aug 13, 2014  Hobbyist General Artist
Ja nie mogę! Powaliłaś mnie na łopatki takim zakończeniem! :D Skorzystam z rady i przeczytam jeszcze raz...:XD:
Feliks-psychiatra, toś wymyśliła, ale zakończenie i tak wygrywa wiadro internetów
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Yay, wiadro internetów :iconyayprussiaplz:
Reply
:iconcesiamargit:
CesiaMargit Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist General Artist
Oblej nim Gilberta, to może schizofrenia mu przejdzie-skoro wywołała ją rzepa :D
I tak, przeczytałam wszystkie części jeszcze raz- teraz niechęć Feliksa względem "tajemniczego urządzenia, które znalazło się na łóżku Gilberta" jest uzasadniona :XD:
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Ale to się może pogłębić ;_;

Tak, Feliks poświęcał dużo dla dobra Gilberta, ale tego było już zbyt wiele xD
Reply
:iconcesiamargit:
CesiaMargit Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist General Artist
Pod wpływem internetów...w sumie wszystko możliwe :XD:

Nie będzie wszak w dłoni dzierżył wihajstra co wcześniej w zacnej pruskiej rzyci przebywał :D
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Haha, no dokładnie :D
Reply
:iconcesiamargit:
CesiaMargit Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist General Artist
:D
Reply
:iconkarcia19:
karcia19 Featured By Owner Aug 13, 2014
Uwielbiaaaam to opowiadanie !! ;) I Felus jaka szycha ;)
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
Feliks inteligent c:
Reply
:iconalicjaliddel:
AlicjaLiddel Featured By Owner Aug 13, 2014  Hobbyist Writer
Aua. Jestem w dołku. To takie smutne. Wow. Podziwiam. Nie umim konstruktywnie, wybacz. Ale widziałam, ha! Cholera, wow. 
France (Scared) [V2] 

A,
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 13, 2014
A. Wow. Emocje. Gorycz. Brokuły. Smutek. Pępki. Nadzieja. Imadło. Iluminaci.


Dziękuję c:
Reply
:icontenczojady:
Tenczojady Featured By Owner Aug 13, 2014
Czy wyczuwam nutkę "Wyspy Tajemnic"? ;p 
Super fick, długo czekałam na kolejną część i nie zawiodłam się :D 

Życzę dobrze napisanej matury :)
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 13, 2014
Nie czytałam c: 



A dziękuję, przyda się ;_;
Reply
:iconsandwitch96:
Sandwitch96 Featured By Owner Aug 13, 2014

Moja rodzina śpi. Zapewne nie cała biorąc pod uwagę mojego starszego ale to nic. Tak więc, moja rodzina śpi. Ty natomiast przychodzisz do swojego pokoju, siadasz, wyjmujesz laptopa i wrzucasz swoje dokończone dzieło do internetu nie zważając na to co dzieje się poza twoim azylem. Moja rodzina natomiast śpi i o mały włos prawie nie zostaje zbudzona.

 

Czy jesteś świadoma czyja to wina? Czy kiedykolwiek pomyślałaś o konsekwencjach tego co zrobiłaś? Czy Ty kobieto zdawałaś sobie sprawę ile nieszczęścia i rozpaczy mogło przynieść to co, dzięki Jeżowi Najwyższemu, się nie zdarzyło?!

 

Pozwolę sobie uznać, że nie, a i tak zwalam to tylko na moje dobre serce. Wiedz tylko jedno…

 

Zajebiście się to czytało, szczególnie, że wiedziałam co ma być na końcu i nie wiesz jak się cieszę, że nie przyszli do mnie sprawdzić co się ze mną dzieje bo pewnie skończyłabym jak Gilbert w psychiatryku w kaftanie i bez majtek.

I w papuciach…

Takich bez plastikowych ochraniaczy…

Matko.

Dobra, koszmary na bok. Czas przejść do smaczków i reszty komentarza, który zapewne i tak nie wniesie niczego nowego i mądrego do Twojego życia, ale kiedyś obiecałam Ci długi komentarz, więc masz. Jednak ostrzegam. Jest późno, cały dzień robiłam notatki z substancji organicznych i jeszcze złapałam chęć do pisania rzeczy nawet tych bez najmniejszego sensu. Uważaj.


- Kto mi to zrobił?! – zerwałem się na równie nogi – Jeszcze wczoraj tego nie było!

- Było, Gilbercie, bo to jest pępek.
- A faktycznie, mój błąd…

Człowiek uczy się całe życie. Nieważne, że chodzi nawet o twój własny pępek, który jest z tobą od momentu przyjścia na ten chory i pozbawiony uczuć świat. Ważne, ze jest się w stanie przyznać do błędu. 

(czyt. „Dziękuję za ten fragment, naprawdę dziękuję ;_;”)

Chciałem się zaśmiać, ale wtedy inni lekarze uniżenie kajali się przed Felkiem, podali mu lekarski kitel który dostojnie ubrał. Włożył też okulary i spiął włosy. Wszystko to postarzyło go o jakieś dziesięć lat. Na plakietce przy kieszeni widniał błyszczący napis „profesor nadzwyczajny, doktor habilitowany Feliks Jan Łukasiewicz”.

- O ty chuju…


I tak moi kochani wygląda najzdrowsza reakcja człowieka na widok swojego przyjaciela w kitlu lekarskim, z tytułem profesora habilitowanego oraz drugim imieniem na plakietce. Proszę się nie martwić, to wcale nie oznacza, że niczego w życiu nie osiągnęliście a facet, którego mieliście za psychola większego od siebie jest tak naprawdę waszym prywatnym terapeutą, pilnującym byście przypadkiem swojego termometra nie zgubili przy mierzeniu temperatury.

I nie chodzi mi tu bynajmniej o środowisko zewnętrzne…

 

Chociaż fakt. Z tym imieniem to chuj przesadził |:

 

 

- Mówię ci, jak miałeś przyjechać to wszystkich postawili na baczność. Powiedzieli nam że mamy się obchodzić z tobą jak z jajkiem. Ivan to nawet poprosił żeby zamknąć go w izolatce, bo normalnie tak się bał że płakał nocami, a raz to podobno nawet łóżko zmoczył.
- Biedactwo…

 

   Fragment, który rozczulił mnie najbardziej bo i czemu by nie? Pociągnęłabym prawie aż do końca ale nie byłoby w tym najmniejszego sensu więc daję tylko to gdzie moim skromnym zdaniem zawarte jest największe ucieleśnienie całego końca, z którym nasz drogi Gilbert zdążył się już pogodzić.

   Gilbert Beilsmchmidt. Jeden z wielu pacjentów w szpitalu psychiatrycznym, do którego wysłała go rodzina z zamiarem zapewnienia mu bezpieczeństwa przed tak zwaną Mafią. Bohater przez cały czas swojego pobytu w placówce dla normalnych inaczej z wielkim trudem i zapałem stara się rozgryźć dwie największe tajemnice swojego życia.


Jakie plany wobec niego ma Mafia i
 na co, do jasnej cholery, jest chory Łukaszewicz?!


   Niestety. Po wielu przygodach takich jak zmacanie przez napalonego Francuza, bitwie na warcaby o honor Fafika oraz namiętnym i burzliwym zeswataniu miejscowego masochisty z najmniej pacyfistyczną osobą w tym budynku, Gilbert zostaje zdradzony.

   Zdradzony przez rodzinę. Zdradzony przez przyjaciela. Zdradzony nawet przez swój pępek, który ujawnił się w najmniej oczekiwanym momencie! Wierzcie mi kochani, nikt z nas nie byłby w stanie utrzymać tego wszystkiego i jeszcze pogodzić się z własnym losem.

Bo Beilschmidt godzi się z nim. Ostatecznie nasz albinosowaty druh akceptuje swoje zwyrodnienie psychiczne i stara się żyć dalej, mimo wszelkiej ułomności która go dotknęła i panującego dookoła skrajnego debilstwa oraz psychozy.

   Na samym końcu znanej nam historii, bohater ze spokojem rozmawia z „Tortillą”, docenia zaangażowanie tutejszych psychopatów chcących zapewnić mu jak największy komfort pobytu w ich ośrodku a nawet chwali umaszczenie nieistniejącego jednorożca i z nienaganną uprzejmością przepuszcza go w drzwiach. Zapewne mógłby zaprzyjaźnić się jeszcze z Pacjentem Widmo ale to już jest tak niemożliwe i nienormalne, że nawet najwięksi wariaci przeżegnaliby się ze trzy razy i obsypaliby sól dookoła siebie (przy okazji myląc ją z cukrem i czekając aż wyrosną z niego kwiatki na jointa).

    Jednakże pozostaje nam najważniejsze pytanie. Co z tego wynika? Jaki jest sens tego komentarza? Czy Legia zagra na mistrzostwach i przyniesie chlubę całemu narodowi? Dlaczego w Biedronce można płacić kartą? Czy jest to spisek? Czy ma to na celu wysysanie z nas jeszcze większej ilości pieniędzy i wpychaniu tego całego badziewia stojącego przy kasie?

    Nie wiadomo. I raczej nigdy nie poznamy odpowiedzi na to pytanie. Jednak nie martwcie się. Tak to już jest kiedy komentuje się opowiadanie o szpitalu psychiatrycznym i bohaterze, który naprawdę jest pojebany.

*tak naprawdę to autorka komentarza w swojej sklerozie zapomniała puenty i zaczęła improwizować. Za wszelkie niedogodności przepraszamy, a w razie potrzeby proszę dzwonić do adwokata w celu wyjaśnienia sprawy*

*głównie chodziło o zaaklimatyzowaniu się Gilberta z psychiatryku i jego przyjaźni w wariatami. Dziękujemy bardzo za uwagę*

 

Powiedział „uważaj na siebie”, trzynaście liter. U jest dwudziestą piątą literą alfabetu i występuje w tym zdaniu tylko raz. Mamy też przykład zmiękczenia S przez I, oraz B przez I. W w moim piśmie przypomina dwie góry do góry nogami, a niebo jest dzisiaj bezchmurne. Dodajmy do tego fakt, że na śniadanie był brokuł. Dwa razy cztery to osiem. A genufobia to lęk przed kolanami. Po połączeniu tych wszystkich faktów możemy złamać kod, którym posłużył się Feliks aby przekazać mi informację. Drżącymi dłońmi napisałem zdanie, którego bał się wypowiedzieć blondyn.
- Wiedziałem…

„Mafia to prawda. Uciekaj.”

 

Tu już postaram się normalniej. Biorąc pod uwagę fakt, że swego czasu sprowadzano ludzi aż z Japonii by mogli uczyć się szyfrowania od Polaków, śmiem twierdzić że nadzieja na realny sens tej wiadomości nie jest jeszcze taka niepewna pomimo sposobu jej zaszyfrowania.

 

Krócej mówią – jestem zdumiona i jednocześnie zafascynowana sposobem myślenia głównego bohatera. Zapomnijmy o fakcie, gdzie i kim jest. To nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko to, że pozostawienie takie zakończenia jest niebywałym sadyzmem wobec czytelnika ale też i ruchem bardzo dobrym. Bo cóż nie dopełnia opowiadania jak pozostawienie widza w niepewności i nadziei na każde możliwe zakończenie tej i tak zakończonej już historii?

 

Tym pytaniem retorycznym pragnę zakończyć swoja wypowiedź. Ave ja.

 

Absurd i zupełna niespójność tekstu jest tylko i wyłącznie wytworem chorej wyobraźni autorki komentarza (zaburzonej w wyniku zapoznania się z powyższym opowiadaniem) i zaleca się natychmiastowe wyłączenie strony jeszcze przeczytaniem komentarza. Umieszczenie tego ostrzeżenia na samym końcu wspomnianego wyżej komentarza jest czynem przemyślanym i mającym na celu ukazanie stanu naszego kraju, prawa i otaczającej nas zewsząd rzeczywistości. Poza tym jest bez sensu tak jak i cały komentarz więc przepraszamy.

Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 13, 2014
Jezu jaki długi :'D *powiedziała ame w swoją noc poślubną ba dum tssssss ;_; *

Dzięki ci Kanapeczko że zechciałaś wycisnąć ten komentarz, albowiem dla niego warto było napisać ten rozdział c: I również zarzucam ci niedoszłe zbudzenie mojej rodziny, albowiem prychałam co chwila pod nosem. Mój brat śpi, bo jechał 11 godzin pociągiem. Jest za ścianą... Nieważne.

To co, mogę dodać chociaż jeden cytat z twojego komentarza?

"Zdradzony nawet przez swój pępek"

Nie no, esencja życia Gilberta.



A co do Felka... Mógł chociaż powiedzieć że ma drugie imię, nie? :/


Mogłabyś pisać opisy moich prac xD albo je analizować. Krok po kroku. Świat powinien to zobaczyć.



Dziękuję ci, to jedna z najmilszych rzeczy jakie dla mnie zrobiłaś ;_; 
Reply
:iconsandwitch96:
Sandwitch96 Featured By Owner Aug 13, 2014
Wierz mi. Nawet twój trzeci mąż nie będzie miał tak długiego jak to co napisałam u.u

Doceniam to. Pozdrów brata :'D

NIE, NIE MO...
Menda |:

No mogła menda jedna. No mogła |':

Tylko dopilnuj bym napiła się kawy lub wytrąbiła pół butelki coli i masz to jak w banku. Nie ręczę, że mam takie odpały codziennie ale zdarza się to często, soooł... Mejbi C':


Po tylu latach znajomości wypadałoby choć raz być dla Ciebie miłym więc wiesz -3-
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 13, 2014
Jaka kawa, jaka cola. alkohol Słyszałam że bawimy sie razem na początku września? c:


Dzięki ci c: poprawiłaś mi humor mocno. Jak ktoś mi wypisuje śmieszne momenty z moich ficków to mi się wydają dwa razy śmieszniejsze xD
Reply
:iconsandwitch96:
Sandwitch96 Featured By Owner Aug 13, 2014
Jak się do mnie dobiorą tak jak u Ciebie to się pobawimy...

I dobrze. Pisałam to półtorej godziny. To miało Cię rozśmieszyć I:<

GIF IDEALNY DLA PRUSAKA!!!
33.media.tumblr.com/0231944e9b…
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Aug 14, 2014
A mnie wzruszyło :'D


hahahaha xD
Reply
:iconszairineee:
SzairiNeee Featured By Owner Aug 13, 2014
Dopiero teraz to zaczęłam czytać, ale przez cały czas uważałam by nie wybuchnąć ze śmiechu XD W życiu bym nie pomyślała że to się tak skończy! XDD 

Chwała ci za to że nie dawałaś żadnych paringów! Chwała! 

Ps. A będziesz jeszcze coś pisać? ;)
Reply
Add a Comment:
 
×

:iconame96: More from Ame96


Featured in Collections

Hetalia by 5Husky5

Fanfiction APH by KuruttaChan

Opowiadania by AlicjaLiddel


More from DeviantArt



Details

Submitted on
August 13, 2014
Link
Thumb

Stats

Views
1,098 (1 today)
Favourites
34 (who?)
Comments
54
×