Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconame96: More from Ame96


More from deviantART



Details

Submitted on
May 18, 2012
File Size
22.9 KB
Link
Thumb

Stats

Views
2,641 (3 today)
Favourites
58 (who?)
Comments
64
×
Berlin, godzina 18.57
Rozległ się dzwonek do drzwi.
Gilbert z ciężkim jękiem wstał i ruszył w stronę frontowych drzwi. Zachciało mu się gości. Ale z drugiej strony-  trzeba wykorzystać wolną chatę! Młody wyjechał w jakiejś wybitnie pilnej sprawie do Włoch (Prusy domyślał się, o jaką pilną sprawę chodzi i nawet kazał ją pozdrowić), oczywiście zastrzegł, że po powrocie chce mieć GDZIE wracać. Czyli absolutnie zabronił nocowania kogokolwiek.
Więc starszy Beilshmidt zaprosił tylko chłopaków, żeby mieć z kim wypić. A że Antonio i Francis byli zajęci, musiał zadowolić się kimś innym.
- Idę, idę!
Oczywiście pochował wszystkie ostre narzędzia, oraz rzeczy, które przy kontakcie z wymiocinami mogłyby się zniszczyć. Pochował też jakieś przedmioty, które goście mogliby najnormalniej w świecie zwinąć. A zrobiliby to chętnie. Szedł więc łysym korytarzem (nawet lustro ściągnął, właśnie mijał miejsce które aż zionęło pustką), a dzwonek stawał się coraz bardziej uporczywy.
Zamaszystym gestem otworzył drzwi i rozłożył ręce.
- Witajcie w moich zagibilistych progach!
Odpowiedziało mu spojrzenie czterech znudzonych par oczu.
- Tak, tak, dawaj no lód bo się wódka nagrzewa- Feliks nie czekając na jakąkolwiek reakcję wcisnął się koło niego wchodząc do mieszkania.
Ku uciesze czerwonookiego- w rękach tachał pokaźną skrzyneczkę z wiadomą zawartością. Wieczór zapowiadał się naprawdę miło! Toteż darował sobie obowiązkową wstępną uwagę i niezbyt radośnie przywitał następnego gościa.
- Żeś się odwalił- burknął
Taurys poprawił tylko sztruksową marynarkę i pomachał mu butelką przed nosem. Może i udup i kretyn, ale doskonale wiedział, jak Prusaka udobruchać. Z dumną miną ruszył w ślad za blondynem. Od razu ściągnął buty, o czym zapomniał Polaczyna. Gilbert odnotował w pamięci, żeby potem kazać tej zakale odkurzać.
Kolejny gość zmusił gospodarza do cofnięcia się w głąb domu. Wysoki Rosjanin powitał go z szerokim uśmiechem, który na myśl przypominał mu uśmiech obłąkanego dziecka z zakładu wychowawczego. Takiego dziecka co zadusiło trzech kolegów z klasy i nauczyciela.
- Zdrawstwujtie towarzyszu!- zawołał radośnie i poklepał go po ramieniu
Gilbert skrzywił się.
- Tak, tak… Uważaj na żyrandol…
I tak się w niego uderzył. I chyba nawet nie poczuł.
Po tej wschodniej hołocie niemal z radością powitał kuzyna, którego w normalnych okolicznościach zapewne potraktowałby mniej ciepło.
- Rodryyyyś!- zawył obejmując go
Tak jak przypuszczał, Austria od razu strącił jego rękę.
- Żeby było jasne: przyszedłem tu tylko po to, żeby pilnować domu Ludwiga.- prychnął- Ty z tymi swoimi pomysłami… Ten plebs rozniesie to, co twój brat budował latami!
Prusy wywrócił oczami i pociągnął go do środka w ślad za pozostałymi.
- Ależ kuzynku, po prostu baw się dobrze! Jest nas tylko pięcioro, no cóż złego może się stać w podobnym towarzystwie?
- W podobnym towarzystwie się dokonały moje rozbiory, szwabie.- z kuchni wynurzył się Feliks, skrobiący łyżeczką w kubeczku lodów
Gilbert nie lubił, kiedy objadało się go z zapasów, toteż wyrwał mu przysmak i odstawił na stół. Blondyn bynajmniej nie przejął się tym, wzruszył ramionami i wrócił do kuchni.
- Jednakże dzisiaj, z racji tego że udostępniasz mi chatę do popijawy, jestem w stanie łaskawie zawiesić broń.
Uwiesił się na Litwinie, który napełnił już zlew zimną wodą i teraz wstawiał do niego po kolei butelki. Niektóre z jakimiś śmiesznymi zakrętaskami przy „u", inne, trochę bardziej znajome z niemieckimi słowami, jeszcze inne- polskie (czyli tego lepiej nie ruszać), oraz takie z ulotką w cyrylicy.  Zatarł łapki.
- Dobra chłopaki!- usiadł na stole i założył nogę na nogę- Żarełko stoi w salonie, kibel na końcu korytarza, jak ktoś szybciej odpadnie- tutaj wymownie spojrzał na Litwę- może przekimać w pokoju Luda, nie u mnie. Kapujecie?
- Nie podobało mi się to spojrzenie- mruknął Lorinaitis
- Właśnie, Licia potrafi pić!- zawołał wesoło Feliks klepiąc bruneta po plecach- To ten pieprzony paniczyk jak powącha czegoś mocniejszego rzyga jakby miał flaki wypluć…
Austria prychnął.
- Towarzysz Litwa się zahartował- dodał radośnie Rosja
- Nie miałem innego wyjścia- sprostował Taurys strzepując z siebie rękę Polski
Gospodarz na wszelki wypadek pokazał im jeszcze drogę wiodącą z salonu do łazienki. Przezornie klapę klozetową zostawił podniesioną. Po namyśle zabrał miskę do salonu.
Ivan wrócił do kuchni i przyniósł ze sobą butelki wódki. Ułożył je niemal ze czcią na stole i usiadł na sofie koło Litwy. Ten, niezbyt zachwycony obecnością byłego pracodawcy, przysunął się bardziej w prawo. Zderzył się z ramieniem Feliksa, który posłał mu rozbrajający uśmiech. „Nie myśl sobie"- mówiło spojrzenie Taurysa. Jednak mimowolnie się uśmiechnął i wbił spojrzenie w rozmawiających Gilberta i Rodericha.
- Zakryj tą komodę! Ona jest zbyt wartościowa, co jeśli któryś z tamtych- machnął ręką na trio siedzące na sofie- to zniszczy?
- Boże, Rod, spasuj. Bo zacznę żałować, że cię zaprosiłem…
W sumie na początku nie miał go zapraszać. Ale stwierdził, że sam z tą słowiańską bandą (i z zesłowiańszczonym bałtem) nie wytrzyma, więc przydałby się jakiś brat krwi. O Roderichu na początku nie pomyślał, o nie. Zastanawiał się nad zaproszeniem Szwajcarii, bo mógłby z nim przynajmniej poszpresiać po niemiecku. Jednak wizja wiecznie spiętego i wrzeszczącego Basha odrzuciła go. Co lepsze, zaraz po nim przyszła mu do głowy jego młodsza siostrzyczka. A to by sobie z maleńką Liechtenstein popili! Ciekawe czy cokolwiek by z niej zostało…
Zachichotał pod nosem.
- Wciąż nie rozumiem, dlaczego ICH zaprosiłeś.
- Proste! Z Felkiem i Wanią dobrze się pije.
Odpowiedziały mu radosne odgłosy aprobaty dochodzące ze strony kanapy. W duchu zaśmiał się. Wcale nie chodziło mu o wysokiej jakości trunki, o nie…
- W takim razie, po co zaprosiłeś mnie?- zapytał Litwa
Gilbert podparł brodę ręka.
- No właśnie, po co ja cię kurwa zapraszałem…?
Udał zamyślonego, na co Taurys wywrócił tylko oczami. Z wyjaśnieniami pospieszył Feliks.
- Bo ja bym bez niego nie przyszedł, a ty bardzo chciałeś, żebym przyszedł!
- Czyli znowu jestem na dostawkę?
- Tak jakby…
- A walcie się.
Litwin, ku radości Prusaka, pochylił się nad stołem i zaczął wybierać butelkę. Skrzywił się lekko widząc napis „Pan Tadeusz", ale nie skomentował tego. Zdobycz Austrii ominął, jakby nawet tam nie stała, dłuższą chwilę pokontemplował nad rosyjskim trunkiem.
- O, a to co?
Wskazał na jedną z butelek. Gilbert nie zauważył w niej nic dziwnego. Ivan przysunął się bliżej.
- W sumie nie wiem. Dostałem od Nataszki, więc jakaś taniocha.
Feliks ryknął śmiechem.
- Białoruska, ha! Wódki ci u nas pod dostatkiem- puścił oko do Gilberta, co wywołało falę chichotu u Taurysa- A ta to u Natalii tańsza niż chleb…
Prusy zignorował docinki Polaka i z zainteresowaniem skupił się na wódce. Wyglądała niepozornie. Zwykła, przezroczysta flaszka z przyjemną cieczą.
- Ona po prostu jest pracowita, dlatego tak tanio wychodzi…- usiłował ratować jej honor Litwa
Odpowiedział mu pomruk sugerujący, że wszyscy oczywiście i niepodważalnie się z nim zgadzają. Gilbert i Ivan w tym samym momencie postawili na stole swoje kieliszki.
- Polewajcie, towarzyszu!- nakazał Ivan
Taurysowi dwa razy nie trzeba było powtarzać. Odkręcił korek i nalał zawartość butelki do pięciu kieliszków. Sięgnął po swój i już miał go wychylić, kiedy Austria złapał go za rękę.
- Zachowujecie się nieprzyzwoicie! Zacznijmy od toastu, jak na wyrafinowanych mężczyzn przystało… Przydałaby się też jakaś klimatyczna muzyka, coś z Szopena… Dobra, toast. Proponuję toast za dzisiejsze spotkanie.
- I za niedokuczliwego kaca- wymamrotał Litwa
- I za mały bajzel w domu!- dodał Gilbert
- I za wyższość bigosu nad wurstami!- zawołał ochoczo Feliks
Dało się słyszeć nieco przytłumiony głos Ivana.
- I za to, żebyście wszyscy stali się ze mną jednością…
- Te, Ruski. Idź roztaczać tą swoją niefajną aurę gdzie indziej…
Unieśli kieliszki w górę i przepili.
Zakrztusili się prawie wszyscy.
- Ohyda!- wrzasnął Gilbert pocierając język
- Spoko, po czwartym kieliszku przestajesz czuć smak…- uspokoił go Polak
- Nie wiem czy dotrwam do czwartego, to smakuje… Paskudnie…
- Ale daje kopa!
Feliks wyszczerzył się w sposób, który innych też zmusił do uśmiechu. I wszyscy w tym samym momencie pomyśleli to samo. Że ta noc może być naprawdę miła. Pomyślał tak nadąsany jak dotąd Roderich, nieco spięty Taurys, uśmiechnięty Ivan, Feluś z nieschodzącym z twarzy zaciszem i Gilbert, który był z siebie dumny. Jak zawsze.
- Zdrowie!



Kilkanaście godzin później. Bajkał.
Ivan czuł znajome łupanie pod czaszką. Znajome, ale mocniejsze. Jęknął i zasłonił oczy. Nie był w stanie myśleć o niczym innym, tylko o tym kacu. Ostatnio miał takiego po jednym z przyjęć, jeszcze za czasów Sowieckiej Rosji. A to sobie z towarzyszami popili… A teraz z kim pił? Poczuł pustkę. Nie pamiętał. Po raz pierwszy nie pamiętał. Gdzie jest? I dlaczego tutaj jest tak cholernie zimno? Zakrył się ciaśniej szaliczkiem. Albo raczej: próbował. Bo szaliczka nie było. Natychmiast otworzył oczy zapominając o bólu i dotknął swojej nagiej szyi. Ktoś mu podprowadził szaliczek! Niech no się taki delikwent znajdzie, pozna potęgę Generała Mroza…
Zadrżał. Zimno.
Zwrócił uwagę na to,  że nie ma na sobie również płaszcza. Był tym faktem mocno przerażony. Powoli zaczęły do niego docierać inne, równie nieprzyjemne fakty. Bolą go przeróżne miejsca na ciele. Głowa najbardziej. Ale przede wszystkim, gdzie on jest…?
Rozejrzał się. Wyglądało jak Bajkał. Ale skąd on się wziął nad Bajkałem? Ostatnie chwile, jakie utrwaliły się w jego pamięci pochodziły z domu Ludwiga w Berlinie. Później to już urywki. Jakaś ulica. Jakiś samochód. Jakieś…
Miał takiego kaca, że słyszał co się dzieje w pobliskiej wsi.
Wstał powoli trzymając się jedną ręką za twarz, a drugą prosto przed sobą. Ruszył bliżej w stronę jeziora. Pęcherz cisnął go niemiłosiernie. Nie zwracając uwagi na chłód, stanął tuż przy brzegu i rozpiął rozporek.
Nigdy w życiu nie doświadczycie takiej ulgi, jaką odczuł Rosja w tamtej chwili. Jakby wszystkie jego problemy upływały wraz z moczem. A stał tak niespodziewanie długo. Bił swój własny, życiowy rekord. Z błogim uśmieszkiem westchnął i spojrzał lekko w bok. Nieco się dziwił, kiedy kilka kroków dalej, na brzegu zobaczył ciało.
- O, priviet Polsza!
Feliks nie zareagował. Ivan zasunął rozporek, ręce wytarł o bluzkę i przyjrzał się kuzynowi. Coś mu się nie zgadzało. Pewnie to, że blondyn tkwił głową w jeziorze, a z wody wydobywały się coraz mniej licznie bąbelki. W przypływie troski pochylił się nad nim i pociągnął go w górę. Następnie wymierzył solidny policzek. Poskutkowało, Polak otworzył oczy.
- Ja pierdolę…  Ale mnie we łbie wali…
Skulił się powoli i jęknął. Wania tylko uśmiechnął się dobrodusznie i zadowolony z siebie usiadł koło niego. Łukasiewiczowi chwilę zajęło dojście do siebie. Miał czerwone oczy i sińce pod nimi. Dawało to normalny w tym stanie efekt skacowanego człowieka. Rosja miał tylko nadzieję, że wygląda choć trochę lepiej.
Blondyn nagle pisnął, na co Braginski zareagował głośnym jękiem. Już miał zasugerować, żeby się uspokoił albo straci Podlasie i Lubelszczyznę, ale zobaczył o co chodzi.
- No nie, no kurwa znowu!
Feliks wstał chwiejnie i krytycznie przyjrzał się sukience, którą miał na sobie. Natychmiast zaczął ją ściągać. Chwała bogu, pod spodem miał swoje bokserki i podkoszulek. Dawało to jednak nieco dziwny efekt.
- Przynajmniej nie jest różowa- trzeźwo zauważył Ivan- taka zieleń pasuje ci do oczu.
Odpowiedziało mu burknięcie. Już nic nie dodał o tym seksownym wcięciu na plecach.
- Znowu się wszyscy będą ze mnie śmiali…
Ktoś zachrapał. Polska i Rosja zerknęli w tamtym kierunku. Kilkanaście metrów od nich ktoś spał, opierając się o jakiś kamień. Zaintrygowani podeszli w tamtą stronę. W miarę jak zmniejszała się odległość między nimi a obiektem, zdali sobie sprawę z dwóch niezbyt przyjemnych rzeczy. Po pierwsze: obiektem był Gilbert, i to nagi Gilbert. Po drugie, to na czym spał wcale nie było kamieniem, tylko całkiem sporym niedźwiedziem. Nie mogli się zdecydować, która z tych rzeczy napawała ich większym przerażeniem. Feliks sięgnął po patyk i szturchnął nim drzemiącego Prusa.
- Sssojeeeest…
Szturchnął go raz jeszcze, ale z takim samym efektem. Dopiero kiedy porządnie przyłożył mu kijem w głowę, zerwał się gwałtownie i zachwiał.
- Kurwa, ja was tu goszczę a wy takie rzeczy odpierrrdalacie?!- ryknął, po czym zasłonił uszy
- Jakbyś nie zauważył, to nie jesteśmy już u ciebie w domu- Feliks wskazał na jezioro- Nie jesteśmy nawet w Niemczech. Ani w Europie. Jesteśmy na zasranym ruskim zadupiu.
Mimo iż Ivan poczuł się urażony, nie był w stanie wyrazić swojej dezaprobaty. Zajęty był patrzeniem na niedźwiedzia, który właśnie podnosił się do pozycji pionowej. Gilbert natychmiast zapomniał o kacu i odskoczył. Feliks poruszył się niespokojnie. Ivan cofnął się o krok i we troje patrzyli jak…
Niedźwiedź spojrzał tylko na Ivana, skulił się i pojękując uciekł w przeciwną stronę.
- Eee…?- Feliks nie ogarnął
Nie  ogarnęli też ani Ivan, ani Gilbert. Prusak natomiast zauważył inną nieprawidłowość. Wyrwał trzymaną przez Polaka sukienkę i owinął nią sobie biodra. Z rozczulającym rumieńcem spojrzał na chłopaków.
- Nic nie widzieliście.
- Jak sobie życzysz.
W czasie który Feliks i Ivan wykorzystali na zapominanie o widoku, jakiego nie oszczędził im ich białowłosy kolega, ten spostrzegł niedaleko coś, co mogło być Roderichem. Natychmiast tam podszedł z zamiarem natychmiastowego obudzenia kuzyna. Szczyt chamstwa proszę państwa, tak znęcać się nad facetem na kacu. Ale nikt nigdy nie mówił, że Prusy chamski nie jest. Jednakże kiedy tylko zbliżył się do ciała, stwierdził, że to nie jest Rod. A przynajmniej tak mu się wydawało. Zgadzałaby się postura ciała i sposób, w jaki podkładał dłoń pod policzek w trakcie snu. Tylko że reszta…
Patrząc na to aż pisnął, co naturalnie wybudziło Austriaka.
- Ty niepoprawny…
- Roderich?!- ryknął Feliks, który dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, kim jest mężczyzna.
Ivan zmarszczył brwi. Nie pamiętał, żeby Rod ubierał się jak jakiś skinhead.
- Towarzyszu, coś złego się z wami stało…
Austria pomacał ręką dookoła szukając okularów. Reszta tylko patrzyła na to w milczeniu. Nawet nie mieli mu serca tego mówić. W końcu znalazł to czego szukał i włożył.
- O co chodzi?- mruknął niepewnie
Gilbert wykonał jakiś gest zahaczając o swoje włosy. Edelstein zrobił to samo i zamarł.
- Gdzie jest Mariazel?! Gdzie są moje włosy?!- zapytał łamiącym się głosem
- Mariazelka niet. I waszego pieprzyka pod ustami też niet.
Austriak machnął ręką.
- Czasami odpada… Podajcie mi jakieś lusterko.
Rozejrzeli się. Wokoło nie było już nic oprócz śmieci i samotnej, różowej torebki leżącej kilkanaście metrów od nich. Ivan niespiesznie ruszył po nią. Pozostali patrzyli na jego plecy czując dudniące serca. Coś tu się mocno nie zgadzało. Rosjanin równie powolutku wrócił.
- Masz tu kosmetyczkę…
Rod natychmiast wyszperał z niej lusterko i jęknął. Pod okiem miał sińca. Loczka, jak już wcześniej zauważył nie było. Pieprzyk odszedł w siną dal. I był łysy jak kolano.
- Zostałem… Zbrukany…
- Ty lepiej spójrz na swoje ramię.
Przerażenie w jego oczach wzrosło co najmniej dziesięciokrotnie, kiedy dojrzał tatuaż na ręku. I to nie byle jaki. Całkiem solidnie wykonany, dobra robota: naga Węgry w lubieżnej pozie.
- Wszyscy święci- szepnął i stracił przytomność
Gilbert, Feliks i Ivan wymienili się spojrzeniami. Odciągnęli go trochę na bok i ocucili. Uspokajał się przez dłuższą chwilę. Po kilku słowach otuchy i kilkunastu groźbach postanowili omówić pewne ważne kwestie.
- Dobra- Prusy puknął dłonią w kolano- Do którego momentu pamiętacie?
- Do tego, jak kończyliśmy białoruską wódkę, towarzyszu- odpowiedział Rosja, a Polska i Austria tylko skinęli głowami- I z tego co pamiętam, to towarzysz Lorinaitis też był z nami.
Feliks pacnął się w czoło i dźwignął z przysiadu. Zaczął chodzić i rozglądać się, co chwilę wołając „Kici kici kici, cip cip cip, Liciaaa…".
- Dalej…- kontynuował Gilbert- Czyli nie wiemy co się działo z nami przez kilkanaście godzin. Ja byłem goły, Feliks w kiecce, Ruski bez płaszcza i szalika, a Rod… Wygląda dziwnie. I jesteśmy nad pieprzonym Bajkałem, czyli jakieś… Siedem tysięcy kilometrów od mojego domu.
Ukrył twarz w dłoniach.
Siedzieli w milczeniu. Trzeba było podjąć jakieś kroki, ale nikt nie wiedział, od czego zacząć. Przez tyle godzin mogło dziać się z nimi wiele nieprzyjemnych rzeczy. Ba, działy się na pewno! Można wnioskować z faktu, że znajdują się tak daleko od miejsca, w którym zaczęli balować. I pewnie było jeszcze gorzej. Mieli dziwne przeczucie, że to dopiero początek przykrych informacji.
- Chłopaki- Polska wrócił i podrapał się po głowie- Zgubiliśmy Litwę.
Czyli zaczynam nową serię!

Pierwszy rozdział jest taki bardziej... Zapoznawczy. Prawdziwa akcja zaczyna się od następnej części, kiedy to nasi bohaterowie szukają swojej zguby i usiłują dowiedzieć się, co się z nimi właściwie stało.

Z góry mówię, że ogołociłam język Feliksa z totalnych i generalnych słów. Będą się pojawiały w śladowych ilościach, lub wcale.

Coś oprócz tego? Zachęcam do czytania i komentowania, następny rozdział już wkrótce! :]
Add a Comment:
 
:iconszairineee:
SzairiNeee Featured By Owner May 16, 2014
Roderich mnie zniszczył! Ufu, Węgierka nie podaruje! XD

*bije brawo* Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać towarzyszu! ;3 
Reply
:icondark-secret1:
dark-secret1 Featured By Owner Mar 10, 2014
Ciekawe^^
Reply
:iconoutearthxd:
OutEarthXD Featured By Owner Jul 26, 2013
nagi Gilbert śpiący na niedźwiedziu mnie zniszczył. XD
Reply
:iconhimi-akasoul:
Himi-Akasoul Featured By Owner Oct 1, 2012
A więc wrócił czas mych komentarzy! (Ten może byc mało szczegółowy gdyż minęło z jakieś 20 godz. od przeczytania)
Pierwsze do powiedzenia...cudo, cudo, cudo! XD
Podziwiam twój styl i aż chce piszczeć z zazdrości, iż ja sama takiego nie posiadam~
Mając takie pomysły, lub też choćby w 0,01% dobre też bym narzekać nie mogła~
Wróćmy jednak do treści pierwszej części bowiem to je komentować zamierzam.

Ah ten Prus. Zaglibiste towarzystwo do picia odnalazł! Osobiście najbardziej raduje mnie Rodryś i jego...przygody z tą zgrają XD
Wódeczka Tasi takiego kopa im dała, że jest jednym z nielicznych wspomnien?
Chce zobaczyć fryzurę Rodka, kiecusie Felka- (w koncu nie różowa!) i pośla- znaczy się Prusa w krzakach :"D
Dobra. Lece czytać resztę c: do komentarza!
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Oct 1, 2012
O matko matko xD

Pacz na to oczami wyobraźni! *poetyckość* Albo... Nie wiem, przenieśmy się wszyscy do świata tanów i ogólmy Roda, przebierzmy Felka i rzućmy Prusa w krzaki...

<3
Reply
:iconhimi-akasoul:
Himi-Akasoul Featured By Owner Oct 2, 2012
...TO BY BYŁO BOSKIE XD
Chociaż dla tanów nie XD Kit z tym, zrobiłabym im fotki i pokazała światu, będąc szczęśliwą-! XD
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner Oct 2, 2012
Też bym była szczęśliwa xD
Reply
:iconlenny483:
Lenny483 Featured By Owner May 21, 2012
Genialne. 8D Czekam na więcej. Jest zdecydowanie bardziej dopracowane niż ZSRR. <3
Reply
:iconame96:
Ame96 Featured By Owner May 23, 2012
Też tak myślę :3 Ogólnie będzie bardziej pogmatwane ^^''
Reply
:iconlenny483:
Lenny483 Featured By Owner May 25, 2012
Widzę. 8D
Reply
Add a Comment: